niedziela, 10 stycznia 2010

Szczęśliwego Nowego Roku z Toronto

Mój dwutygodniowy (nieplanowany i spontaniczny) pobyt w Toronto dobiegł końca, dzis KLM zabiera mnie do Paryża, gdzie mam 6-godzinną przesiadkę do Edynburga :)
W Toronto było super, oryginalnie miałam zostać tylko tydzień i spędzić Nowy Rok tutaj, ale w dzień wylotu dopadła mnie tak zwana grypa żołądkowa- czy cokolwiek to było i musiałam przesunąć mój wylot :).

 Widok z Art Gallery of Onatario na centrum i CN Tower.


Sushi było wyśmienite:)

sobota, 21 listopada 2009

wczoraj...

Poznałam niesamowitą kobietę, która przechodząc kryzys wieku średniego, zrobiła listę rzeczy, które chciałaby zrobić jeszcze w swoim życiu...Jedną z nich było: wziąść lekcję śpiewu. Powiedziała nauczycielce o tej liście i jeżeli ona stwierdzi, że jej głos się nie nadaje- to wykreśli spiew z listy. To było 3 lata temu, a wczoraj słuchając jej historii i śpiewu przeniosłam się do magicznego świata- świata w którym wszystko jest możliwe, bo może nie odkryte, uśpione talenty-na zawsze mogą zmienić nasze życie...hmmm, niesamowicie inspirująca czarnoskóra kobieta zachęciła mnie do realizowania marzeń:)
zachęcam do posłuchania Debbie Davis :)))) http://www.myspace.com/debbiedavismusic

poniedziałek, 9 listopada 2009

sobota, 31 października 2009

Nocny wypad do Portobello


 
Pięknie i romantycznie...

piątek, 30 października 2009

na Zielonej Wyspie każdy ma parasol:)

Jestem już w krainie wiecznego deszczu i szkockiej kraty... dotarłam w środę w nocy, po szalonej podróży z Białegostoku do Poznania... dlaczego szalonej? Hmmm...w środę o świcie mój brat przywiózł mnie i Elę na dworzec w Białymstoku, skąd miałyśmy jechać do Poznania na lotnisko... i wszystko byłoby dobrze, gdyby  na tablicy wyświetlającej  ODJAZDY  bylo napisane: POZNAŃ, ale nie było. Więc wsiadłyśmy do pociągu na peronie pierwszym, mój brat zapakował walizy na półki i kiedy zajęłyśmy miejsca, coś mnie tkneło żeby zapytać pani siedzącej obok- czy to pociąg do Poznania. Pani zdziwiona pytaniem, odpowiedziała, że absolutnie nie, że ona jedzie do Sczecina...więc zaczełysmy pytać dalej i nim się zorientowałyśmy stałyśmy już przed pociągiem z walizami i plecakami- napewno nie był to nasz pociąg, ale gdzie był nasz? Ruszyłyśmy więc w pogoń z walizami, plecakami, torbami i laptopami  na inny peron... Niestety kiedy wbiegłyśmy na odpowiedni peron- pociąg zaczął ruszać i nie pomogło moje wołanie: "Proszę zatrzymać pociąg, niech pan coś zrobi!!! proszę zatrzymać pociąg!!! Ale pan "pociągowy" oświadczył, że zrobić już nic się nie da i przez chwilę stałyśmy z żalem patrząc za naszym jedynym bezpośrednim, odjeżdzającym pociągiem. Po chwili zadumy (nie zdenerwowania!)  poszłyśmy do kasy po nowe bilety.

Na lotnisku okazało się, że mam nadwage, ale nie ja, tylko moja walizka, więc zaczeło się wypakowywanie i przepakowywanie wszystkiego. Sympatyczny podróżny, który też przepakowywał (i nie on jeden) powiedział mi, że on już ma dwie pary spodni na sobie i zastanawia się, co by tu jeszcze na siebie włożyć... idąc za jego radą poszłam do łazienki wciągnać na siebie jeszcze jedną parę spodni, dwie koszulki, dwie bluzy... dwóch par butów niestety się nie udało. Ale za to wygładałam jak Miś Puchatek i było mi naprawdę ciepło. :)) Stwierdziłam jednak, że Polak zawsze wie jak się dostosować do sytuacji. I takim oto sposobem doleciałam szczęśliwie i z większą ilością ubrań do Edynburga :)) gdzie czekała na mnie niespodzianka, czyli kolega, którego przybycia zupełnie się nie spodziewałam.

Na Zielonej Wyspie każdy ma parasol, zaopatrzyłam się odrazu pierszego dnia, po tym jak zmokłam do suchej nitki. Myślę, że będe miała całą kolekcje parasoli, już szukam różowego w białe grochy ;)))

piątek, 23 października 2009

podejście do tortu numer 3;)

Na początku miał byc zdrowy, pyszny i orzechowy... TORT z mojego nowego nabytku - książki z przepisami na zdrowe propozycje. Zapowiadał się całkiem ciekawie...



nadzienie...
ale...
nastąpiła nieoczekiwana zmiana planów, kiedy wszystkie składniki zlepiły się w jedna wielką dziwną,
"zdrową ?" i trudna do określenia masę...
i tak oto zaczął powstawać bardziej tradycyjny, zupełnie nie zdrowy, kaloryczny gigantyczny TORT
przedstawiam warstwę pierwszą ;)

warstwa daktylowa

warstwa orzechowa

warstwa owocowa
a do tego wszystkiego masa waniliowa
 
Miałam wiernego rudego towarzysza moich wypieków,
który siedząc na krześle przyglądał się
wszystkiemu, z nadzieją, że też coś będzie z tego miał ;)))


piątek, 16 października 2009

...tydzień temu w Poznaniu ♥♥♥♥♥


Piękna i oryginalna Panna Młoda :)



Kontrastowa Pani Ela (świadkowa;)


Dama bez łasiczki ;)